Podsumowanie pierwszego kwartału 2018



Zaniedbuję bloga, ale zwyczajnie nie mam czasu. Praca i treningi pochłaniają większość mojej energii, a jeszcze trzeba czasami zakupy zrobić i wypadałoby się wyspać. Dopiero co był Sylwester i witaliśmy Nowy Roku, a tu już pierwszy kwartał roku 2018 za nami. Są Święta Wielkanocne, mam trochę więcej wolnego czasu, więc postanowiłem podsumować początek roku i podzielić się z wami wnioskami z moich treningów.

Styczeń

Na początku stycznia planowałem, że w połowie maja wystartuję w maratonie. Z tą myślą zacząłem realizować program treningowy. Pomysł, żeby wystartować w Wings for Life zrodził się później. Wcześniej myślałem o Wingsie, ale jakoś nie czułem się gotowy. Ostatecznie pomyślałem sobie Czemu nie?! Najwyżej skończę po 42 km…


Rok rozpocząłem z bólem w lewej stopie. Kontuzja, która dokuczała mi od maratonu w Eindhoven, nie chciała odpuścić. Lekarz rodzinny powiedział mi, że mogę trenować, ale muszę być ostrożny i kontrolować sytuację. Zacząłem biegać coraz więcej a trening biegowy przeplatałem treningiem na rowerze. Noga dawała o sobie znać i biegi, zwłaszcza te dłuższe, nie zawsze były komfortowe. Do tego pogoda nie ułatwiała zadania. No i moja ówczesna forma, pozostawiająca wiele do życzenia. Pamiętam, że jak wyszedłem na pierwsze dłuższe wybieganie, to po treningu ledwo żyłem. Czułem się jakbym przebiegł co najmniej maraton. A to było tylko trochę ponad 27 km!
Na koniec stycznia wreszcie udało mi się doczekać wizyty u lekarza sportowego. Jeden zastrzyk w stopę, w bolące ścięgno, i gotowe. Na drugi dzień noga jak nowa! Dwa tygodnie później poprawka i w końcu (!) mogłem normalnie biegać i trenować.

Luty


Noga praktycznie mnie już nie bolała. Podbudowany tym faktem, zacząłem się coraz bardziej rozkręcać. Dużo się nie działo. Długie i coraz dłuższe wybiegania w weekendy, a w ciągu tygodnia jakieś interwały i progi. Pod koniec lutego miałem do zrobienia trening 7 km w tempie progowym. Znalazłem jakiś mały bieg w okolicy i wystartowałem. Nie było to co prawda 7 km, a 6.7 km, ale za to po pagórkowatym terenie. Było dosyć zimno. Miał być mocny trening… a wyszło tak, że wygrałem.

Marzec


Tym sposobom dochodzimy do marca. W mojej ocenie najintensywniejszego i najbardziej wymagającego miesiąca w całej mojej przygodzie z bieganiem. Miesięczna objętość treningu wyniosła ponad 424 km, z czego 125 km w ostatnim kulminacyjnym tygodniu. Momentami czułem, że doprowadzam się do granic moich treningowych możliwości. Ale po kolei. Na początku miesiąc po raz kolejny miałam do zrobienia ciężki trening progowy – tym razem 8 km. Zdecydowałem, że robię to na treningu i nie szukam zawodów, które mogłyby mi pomóc w realizacji sesji. Poszło całkiem spoko. 11. marca wystartowałem w Gangelt w biegu na 5 km. Nie czułem się najlepiej w tym dniu. Bieg ukończyłem na czwartej pozycji (przez chwilę byłem nawet trzeci), ale przypłaciłem to zdrowiem i na dwa kolejne dni się rozchorowałem. Na szczęście dużo czosnku, miodu i cytryny szybko postawiło mnie na nogi i mogłem wrócić do trenowania. Tydzień po starcie w Gangelt, po tygodniu, w którym przez chorobę sporo odpoczywałem, zrobiłem trening roku (przynajmniej na chwilę obecną). Możliwe, że jak dotąd był to nawet mój trening życia 😉 Znudzony długimi wybieganiami, postanowiłem je trochę urozmaicić. W stylu Danielsa: 7 km wolno + 3 km progowo + 7 km wolno + 3 km progowo + 5 km wolno + 8 km w tempie (prawie) maratońskim + 2 km wolno, w sumie 35 km. Czułem się bardzo dobrze podczas biegu, a sam trening umocnił mnie nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Ostatni tydzień marca to dużo biegania, bez szybszych akcentów.

Podsumowanie

Tak miną pierwszy kwartał 2018 roku. Teraz jeszcze dwa tygodnie i zaczynam tapering przed Wings for Life w Poznaniu. Jak podsumowuję te trzy miesiące? Nie były one łatwe – moja noga i pogoda nie ułatwiały mi zadania. Nie czuję się szybszy niż byłem w październiku przed startem w maratonie, ale czuję się wytrzymalszy. A to właśnie wytrzymałości mi zabrakło w Eindhoven. Długie biegi, które realizuję co tydzień robią swoje. 35 km do przebiegnięcia? – na chwilę obecną nie brzmi już tak strasznie jak na początku stycznia. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem w nadchodzących tygodniach i w Poznaniu przekroczę dystans 42 km i powalczę o zbliżenie się, a może i nawet przekroczenie 50 km. Trzymajcie kciuki!!!

Brak komentarzy