Biegowe Halloween, czyli czego boją się biegacze

Dzisiaj Halloween, czyli dzień duchów, upiorów i wydrążonej dyni 😉 Mimo że święto strachu obchodzimy raz do roku, strach towarzyszy nam przez cały rok. Czasami może być paraliżujący, ale opanowany może być dodatkową motywacją do działania. Postanowiłem się z wami podzielić moimi pięcioma największymi lękami, związanymi z bieganiem.
  1. Kontuzja. Zmora każdego biegacza. Boimy się, że coś sobie naciągniemy albo naderwiemy, przyplątał się jakieś zapalenie. Nie jest to nawet strach przed bólem, a przed przymusową przerwą od treningów. Odcięcie od treningów, dla organizmu przyzwyczajonego do regularnego wysiłku fizycznego, to szok. Istny odwyk od uzależnienia, wahania nastrojów, kłopoty ze snem. Niestety wiem co mówię...
  2. Potrzeba skorzystania z toalety w czasie biegu. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ale przed każdym startem obawiam się, że na trasie najdzie mnie potrzeba pójścia do WC. Że będę musiał się zatrzymać i stracić cenne sekundy. Sądząc po kolejkach do toi-toi na imprezach biegowych, nie trudno wywnioskować, że to nie tylko moje zmartwienie.
  3. Rozwiązanie buta w czasie biegu. Kolejna obawa związana ze startem w zawodach. Może to głupie, ale boję się, że mi się sznurówka rozwiąże. Na szczęście mam swoją metodę wiązania butów, która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Najpierw sznuruję klasyczny supełek, potem robię drugi i na koniec końcówki sznurówek upycham pod siatkę, którą one same tworzą przeplecione przez dziurki w bucie. Tym sposobem mam praktycznie stuprocentową pewność, że dobiegnę do mety z zawiązanymi butami. No i nic mi nie lata i nie dynda przy stopie w czasie biegu 😉
  4. Ostatnie miejsce. Kto się tego nie bał? Nikt nie chce przybiec na końcu. Wiem, że szanse na taki scenariusz są nikłe i praktycznie wyzwoliłem się z tego strachu, ale gdzieś tam z tyłu głowy zawsze taka myśl się przewinie.
  5. Ściana. Pod tym punktem podpisze się zapewne każdy maratończyk. Boję się słynnej ściany. Nie takiej, że stracę energię i przejdę do marszu, ale takiej solidnej, konkretnej, która dosłownie zwali mnie z nóg! Że będę kończył bieg na czworakach, o ile w ogóle go ukończę. Albo nawet gorszy scenariusz, że po prostu zemdleję 😕
To moja subiektywna lista biegowych lęków. Wydaje mi się jednak, że wielu biegaczy byłaby ze mną zgodna i sporządziła podobną listę. No może te sznurówki (punkt 3) to taka moja prywatna paranoja 😉 Dodalibyście coś jeszcze? Jak radzicie sobie ze stresem przed startem w zawodach? Napiszcie w komentarzach!
Bawcie się dobrze na halloweenowych imprezach i nie zapomnijcie wcześniej pobiegać. Pamiętajcie, gdy zaatakują nas zombi, biegacze będą mieli większe szanse ucieczki 😆

6 komentarzy:

  1. Ja się też zawsze boję ostatniego miejsca, a u mnie ten strach nie jest tylko paranoja 😂
    Uczestniczyć jest ważniejsze niż wygrać. I na końcu, ostatnie miejsce jest lepsze niż zostać w łóżku. Ale zgadzam się, nikt nie lubi tego ostatniego miejsca, to prawda! 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda! Nie jest przegranym ten kto dobiegnie ostatni, a ten co zostanie w łózko ;)

      Usuń
  2. To fakt, że rzeczy których się obawiamy jest cała masa i czasem ciężko je przezwyciężyć. Trzeba jednak próbować i myśleć pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozytywne nastawienie zdecydowanie pomaga :)

      Usuń
  3. Też często mam obawy w wielu kwestiach i chyba jedynym rozwiązaniem jest dobre przygotowanie i pozytywne nastawienie.

    OdpowiedzUsuń